Jestem kobietą. Badam się regularnie.


To co widzicie na zdjęciu to szminka. Szminka, którą kupiłam u Mamy Ginekolog, a która to ma za zadanie przypominać o regularnych badaniach. Wiadomo, że tak czy siak badania trzeba robić i żadna szminka albo torebeczka nie powinny na to mieć wpływu. Ale kupiłam ją z kilku powodów. Po pierwsze bardzo szanuję, podziwiam i lubię Mamę Ginekolog. Uważam, że robi ogromnie dużą robotę w kwestii uświadamiania kobiet, rozpowszechniania wiedzy ginekologicznej i przybliżania zwykłemu, szaremu człowiekowi zawiłości medycyny. Bardzo często jest tak, że wstydzimy się zapytać o coś naszego ginekologa. Nie wiemy czy coś jest normalne czy już zaburzone. Nie umiemy otwarcie porozmawiać o swoich problemach, bólach czy dyskomforcie. A Mama Ginekolog nam o tym pisze artykuły, które są fachowe, rzetelne i przesiąknięte wiedzą. Drugim powodem jest to, że ta szminka faktycznie jest świetna. Ma ładny kolor i fajną konsystencję. Ale nie ma jej w regularnej sprzedaży więc nie piszę wam tego po to, żebyście kupowały. Pisze po to, żeby podkreślić trzeci powód, czyli przesłanie: “Jestem kobietą. Badam się regularnie.”

Jestem kobietą. Badam się regularnie.

Łapka w górę ile z was bada się regularnie? Cytologia, usg piersi??? Morfologia krwi, podstawowe badania? Brawa dla tych, które podniosły łapki. Możecie już skończyć czytanie. Tymczasem będę przemawiać do całej reszty.

Wiem, że wiele z was zaraz powie- nie mam czasu, nie mam kiedy. Otóż… rok ma 365 dni! W ciągu tego roku MUSISZ znaleźć jeden dzień, żeby zadbać o siebie. Jak się dobrze wszystko zgra to można zdobić komplet badań ginekologicznych i krwi w jeden dzień. Tylko trzeba odrobinę chęci by to zorganizować. Nie wykręcaj się brakiem wolnego, bo nawet jeśli masz najbardziej absorbującą pracę na świecie, to i tak przysługuje ci w niej urlop. A nawet kilkanaście dni urlopu. Jeden z tych dni, albo jedynie kilka godzin z tego dnia, spędź na zrobieniu czegoś tylko dla siebie!

Profilaktyka jest ważna- słyszę głosy, że badanie nie zapobiega chorobie. Ktoś tam się badał a i tak zachorował. Owszem. To, że się będziesz badać, nie daje ci gwarancji, że będziesz zdrowa. Ale daje ci szansę na wykrycie choroby we wczesnym stadium. Ja wiem, że wiele z naszych babć przeżyło całe swoje życie nie będąc ani razu (poza porodem) u ginekologa. Jednak czasy się zmieniają. Pokolenie naszych dziadków jest trochę jakby ze stali. Mają silniejsze organizmy, zjedli w życiu mniej “chemii”, mniej leków i być może oddychali lepszym powietrzem. Nie wiem. Jedno jest pewne- dzisiejsze pokolenie choruje i to choruje dużo. Nikt nie da ci gwarancji, że będziesz zdrowa. Nikt ci nie powie, że jeśli się zbadasz to nie zachorujesz. Ale każdy ci powie, że jak będziesz regularnie sprawdzać czy wszystko ok, to masz większe szanse na wykrycie i pokonanie choroby, zanim ona pokona ciebie.

Jakie badania powinnaś zrobić?

Badania ginekologiczne to jedno. Poniżej macie ulotki od Mamy Ginekolog, w których wszystko jest super wyjaśnione. Nie będę więc pisała tego jeszcze raz.

Drugą ważną sprawą jest badanie krwi, moczu, ciśnienia, usg jamy brzusznej też by nie zaszkodziło. Idealnie by było jakby nasi lekarze rodzinni chcieli dawać skierowania i sami namawiali do badań. Niestety wiem, że to się zdarza raczej rzadko. Dlatego też trzeba się upomnieć albo co jakiś czas zrobić sobie prywatnie taki przegląd organizmu. Nie mówię, że macie sobie wyszukiwać choroby i co chwilę biegać na jakieś badania. Ale podstawowe badanie krwi powinniście robić co roku. Plus poszerzać badania, gdy cokolwiek się z wami dzieje. Każdemu po 30 roku życia polecałabym kontrolować cukier, tarczycę i cholesterol. Rozmawiam z wieloma ludźmi i jestem w szoku jak wiele młodych ludzi ma problem z tymi parametrami, jedząc w miarę zdrowo i żyjąc rozsądnie, uprawiając sporty itp.

Sprawa najważniejsza! Badaj siebie i swoją rodzinę!

Czytam, że badacie się dla swoich dzieci i mężów, żeby długo dla nich pożyć. W zasadzie motywy są bez znaczenia, ważne, że skutecznie działają. Jednak jak badasz siebie to badaj też swoją rodzinę. Ja wiem, że wyciągnięcie męża na badanie krwi to jak pokonanie 500 schodów, bez wody i sekundy odpoczynku. Ciężka i mozolna sprawa. Wiem, że zaprowadzenie dziecka na pobranie krwi to pokonanie własnego oporu przed zadaniem mu bólu. Nienawidzę tego robić. Ale co jakiś czas zaciskam zęby, tłumaczę samej sobie, że to dla ich dobra i staje się na jeden dzień “najgorszą matką świata”, która pozwala kłóć swoje dzieci.
Zatrważające jest to, że lekarz w przychodni, który ‘opiekuje się’ moimi dziećmi przez 4 lata, odkąd do niego chodzimy, ani razu NIE ZAPROPONOWAŁ MI, ŻEBY ZROBIĆ DZIECIOM PROSTE BADANIE KRWI! Wiedząc, że to są wcześniaki, że mają orzeczenie o niepełnosprawności, że mieli problemy z anemią, często chorują. Raz poprosiłam. Później już nie prosiłam tylko odżałowałam pieniądze i robiłam prywatnie. Po co? Po to, żeby mieć pewność, że są zdrowi, że ich hemoglobina jest ok, że nie toczy się jakiś stan zapalny, że nie mają/albo że mają pasożyty. Co jakiś czas sprawdzam im mocz i kał. To ważne. Nie szukam dzieciom chorób ale chcę mieć pewność, że są zdrowi. Być może panikuję, być może przesadzam. Ale wolę trzymać rękę na pulsie.
Mężowskiego też wyganiam na badania. Mimo tego, że jest chudy i je zdrowo to genetycznie ma podwyższony cholesterol i musi pilnować ciśnienia krwi. Robiąc badania nie zmniejszy sobie tych parametrów i to go nie ozdrowi, ale da nam obraz jego stanu zdrowia i zmotywuje do większego dbania o siebie. A być może właśnie uratuje mu życie, bo wiedząc jak się sprawy mają, będzie się bardziej pilnował.

Nie miejcie złudzeń, że skoro macie tylko 20/30/40 kilka lat to żadne choroby was nie dotyczą.
Nie udawajcie, że nie potrzebujecie się badać.
Zrobienie cytologii, usg piersi czy badania krwi to kilka do kilkunastu minut twojego czasu. Fajnie jakbyś go jeszcze miała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *