Kochane dzieci, mamusia umiera 14


13754366_761376964004534_7714391009984411779_n
Czytając w Wysokich Obcasach (WO 29 z dn. 16.07.2016r.) wywiad z Mamą Ani Przybylskiej, trudno zachować spokój. Łzy same się cisną do oczu, a krzyk niezgody wyrywa się z gardła.
Kiedyś zaczęłam pisać tekst o tym, że najbardziej na świecie boję się, że moje dzieci zostaną same. Skasowałam go ze strachu, żeby nie zapeszyć. Takie naiwne myślenie, że jeśli nie powiem tego na głos, to się nie wydarzy! Guzik prawda! Patrząc na zdjęcie Ani Przybylskiej ciężko się pogodzić z jej odejściem- piękna, młoda, mądra, wspaniała matka, oddana partnerka, utalentowana aktorka, serdeczny człowiek.
Ale takich ‘Anek’ jest wiele. Zbyt wiele. Wydaje nam się, że nas to nie dotyczy. Niestety nigdy nie możemy mieć pewności co szykuje nam los. Kilka lat temu w rodzinie mojej Szwagierki, młoda dziewczyna zostawiła kilkumiesięczne dziecko. Białaczka. Nie pytała o wiek, zainteresowania, chęć do życia. Przyszła, narobiła spustoszenia, zabrała dziecku matkę.
Niemowlę nie odczuło tego tak strasznie jak starsze dziecko. Ktoś mu matkę zastąpi- babcia, ciocia, ojciec. Ale będzie dorastało w poczucie niedopełnienia. Być może inna kobieta stanie się dla niego matką. Być może uda się sprawić, że jego życie nie będzie pozbawione matczynej miłości. Ale ono zawsze będzie wiedziało, że jego mama umarła zanim zdążyli się poznać.
Inna historia- matka dwójki dzieci w wieku przedszkolnym, pełna energii, szczęśliwa kobieta. Nagle wyrok- rak mózgu, bez szans na uratowanie. Kilka miesięcy życia na bombie zwanej guz. Niestety kilka dni temu przegrała walkę a ja, mimo że znam ją tylko z opowieści, nie potrafię się z tym pogodzić. Nie dociera do mnie jak okrutny potrafi być los i płaczę nad tym, co ją omija i co spotkało jej dzieci!

Najbardziej na świecie boję się, że taki los mógłby spotkać moje dzieci.

Dopóki nie byłam matką było mi wszystko jedno kiedy i czy umrę. Takie życie- rodzimy się po to, żeby umrzeć. Gdy zmarł mój syn coś we mnie pękło. Otworzyły się drzwi pt. “niesprawiedliwość”. Na mój ból Ksiądz powiedział ‘Bóg tak chciał’. A ja się pytam jaki Bóg? Gdzie jest Bóg gdy giną niewinni ludzie? Umierają matki zostawiając swoje zrozpaczone dzieci? Umierają dzieci zostawiając swoich szalejących z rozpaczy rodziców?
Ten sam Ksiądz mówi, że Bóg jest Ojcem, który za dobre wynagradza a za złe karze. Pytam się więc co złego musiała zrobić ta kobieta, że ją tak ukarano? A może to właśnie ta nagroda?
Zupełnie nie rozumiem takiej logiki. Moja wiara mocno została zachwiana i pewnie już nigdy nie wróci do równowagi. Ale nie zamierzam wnikać w jej dogmaty, żeby wam cokolwiek pokazywać. Każdy wierzy w co mu pasuje- ja powoli przestaję wierzyć w cokolwiek. Kiedyś mówiono- żyj powoli, pracuj uczciwie, kochaj szczerze a będzie ci się dobrze żyło. Dzisiaj mam wrażenie, że trzeba żyć szybko, brać jak najwięcej i nie pozwalać sobie na marnowanie ani jednej chwili. Nie warto.
Patrzę na moje dzieci i na samą myśl, że jutro miałoby mnie nie być, rozrywa mnie ból. Miałabym nie widzieć jak dorastają, nawiązują przyjaźnie, zakochują się, kończą szkołę. Oni mieliby nie mieć przy swoim boku matki, która zawsze przytuli i pocieszy?! Tego nie da się wytłumaczyć słowami. I obym nigdy nie musiała tego robić.

Bo jak wytłumaczyć to dzieciom?

Co powiedzieć kilkulatkowi, gdy jego mama umiera? Jak go przygotować? Czy w ogóle można się przygotować na coś takiego? Bredzić o Bogu? Aniołkach? Powiedzieć, że wszystko będzie dobrze? Gówno! Nie będzie! Dziecko zostaje bez matki i głęboko gdzieś ma tłumaczenie kto tego chciał.
W wywiadzie Krystyna Przybylska mówi:
-Oliwka, jak razem leżymy wieczorem w łóżku, potrafi się przytulić i powiedzieć “Babciu, ja ciebie tak kocham, tak pachniesz moją mamą.”
Przeraża mnie to. Łzy płyną za każdym razem gdy czytam to zdanie. Żyję nadzieją, że moich dzieci nigdy nie spotka taki los. Że nam wszystkim będzie dane żyć wspólnie aż do starości. Wierzę, że wszystkim nam i wam życie pozwoli się sobą cieszyć. Trudno mi sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej. Jednak czytając ten artykuł, słuchając o śmierci młodych, pełnych życia kobiet- trzeba przystanąć, zastanowić się. Od kilku dni myślę czy jeśli mi by się coś stało, to moje dzieci miałyby szansę na względnie normalne życie. Czy miałby kto mnie godnie zastąpić? Czy mój mąż sprostałby zadaniu? Czy babcia dałaby radę kontynuować mój nurt wychowawczy? Czy jestem w stanie sobie wyobrazić, że jakaś inna kobieta próbuje mnie zastąpić? To są bardzo daleko wybiegające gdybania. Jednakże może warto porozmawiać ze swoim partnerem/mężem na taki temat. W obie strony.

Nadal gryzę niesprawiedliwość tego świata. To, że porządnym ludziom umierają dzieci a w rodzinach patologicznych, które je wyrzucają na ulicę, rodzą się zdrowe. To, że menele żyją i mają zdrowie przepijać wszystkie pieniądze a młode, wspaniałe kobiety umierają. Nie umiem tego wytłumaczyć sobie w żaden sposób. Nie dociera do mnie, że taki jest właśnie porządek tego świata. Nie zgadzam się z nim! Nigdy się nie zgodzę.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

14 komentarzy do “Kochane dzieci, mamusia umiera

  • Monika Raus Ja kobieta niezgodna

    Wiara to pojęcie względne, bardzo względne.
    Nie tylko Ty nie godzisz się z cierpieniem niewinnych.
    Ja też. I też nie rozumiem jaki Bóg na to pozwala.
    Obecnie wierzę w siłę ludzkiej woli. Tak bardzo pragnę móc wychować swoje dzieci, cieszyć się wnukami a kto wie, może i prawnukami!
    Ktoś kiedyś powiedział, że wiara góry przenosi.
    No to wierzę, choć strasznie się boję, ale nadzieja umiera ostatnia!

  • Borsia Matka

    Straciłam mamę, gdy miałam 26 lat… Za wcześnie… Nie zdążyła przywitać na świecie wnuków… Ale przeprowadziła mnie przez te wspaniałe 26 lat, trzymała za rękę, stała pod salą, gdy zdawałam maturę, urządzała ze mną moje pierwsze mieszkanie, bawiła się na moim weselu… Mam piękne wspomnienia, nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci miały ich nie mieć… Mam nadzieję, że będą miały dużo, dużo więcej…

  • Kamila

    “To, że porządnym ludziom umierają dzieci a w rodzinach patologicznych, które je wyrzucają na ulicę, rodzą się zdrowe.” – Akurat te dzieci nie są niczemu winne…

  • Kisza

    Witaj to straszne ,i nie wiem na jakiego ksiedza trafiłaś ,, bog nie karze ,, długo gryzlam sie z nasza religia . W styczniu dowiedziałam sie ze mój tata ma raka nerki ( oczywiscie szereg pytan do Boga dlaczego ?) modliłam sie i nadal sie modlę ( bo wiara w moim wypadku mi bardzo pomaga )tata ma usuniętego guza nerki ale ma przezuty do płuc i kosci – w zrozumieniu sensu choroby taty i odpowiedzenia dlaczego on pomogła mi książka ( tytuł chata ) i książka ksiedza ( zapomnialsm nazwiska ) niedawno zmarł wybudował hospicjum w Płocku .

  • Magda milkii.pl

    Często o tym myśle. Nie wiem kto mógłby zająć się naszymi dziećmi gdyby brakło nas obojga. Mąż twierdzi, że nie szukalby nikogo bo zawsze miałby niedosyt. Choć to zupełnie inna sprawa kiedy nie jesteśmy w takiej sytuacji. Jego ojciec zmarł dość młodo, ale teściową nigdy nie szukała innego towarzysza. Z jednej strony nie rozumiem wyboru samotności, nie rozumiem jak potrafi od 15 lat być sama a z drugiej strony. .. nie wiem czy ja potrafilabym znaleźć siły i choć trochę miłości by pokochać kogoś innego. Nie powinnam nawet gdybać w takim temacie bo to straszne, ale. .. to chyba normalne, że mamy świadomość tego, że życie samo pisze scenariusze. Afera wokół męża Ani trochę mnie zniesmaczyla. Skoro potrafił odważy się, potrafił przeżyć śmierć swojej kobiety i zaakceptować nową sytuacje, to dlaczego otoczenie tego nie może zaakceptować.
    Takie rozważania są przykre, uruchamiają myślenie lub powodują blokadę w strachu przed przyciągnięciem złych zdarzeń, ale… życie bywa nieprzewidywalne.
    Pamiętam jak córka wpadła w histerie kiedy mówiłam jej ze dorośnie, że kiedyś ona będzie w moim wieku a ja w wieku jej babci. Nie mogłam na początku tego zrozumieć. Po pewnym czasie i wielu rozmowach powiedziała, że nie chce żebym była stara bo starzy, baardzo starzy ludzie umierają a ona chce mieć mamę na zawsze. Ryczalam 2 dni.
    Życzę nam szczęścia, by żadne z nas nie musiało nigdy stanąć przed takim wyborem.

  • Szwagier :-)

    Szwagierka :-) Tego typu rzeczy nigdy nie będą mieć wytłumaczenia więc lepiej skupić się tylko na “dobrych myślach”. Fajnie piszesz ale źle porównujesz. Nie każdy pijak jest zły i nie każdy pije bo to lubi. Życie potrafi zaskoczyć i nie każdy potrafi sobie z tym normalnie poradzić. Złe ale najprostsze wyjście przychodzi czasem najłatwiej. Pomyśl ! … codziennie rano budzisz się z kacem, jedyne co masz koło siebie to pusta butelka, wczoraj było (super, śmiesznie) bo na cynku, ale teraz musisz się napić, potem coś zjesz. Rodzina ma Cię za pijaka, dzieci już dawno przestały Cię odwiedzać, koledzy są z Tobą tylko przy kieliszku, nawet na trzeźwo zaśmiecone mieszkanie już w ogóle Ci nie przeszkadza. To jest szczęśliwy człowiek ? Dlatego to porównanie wydaje mi się absurdalne. Nikt nie spyta pijaka dlaczego pijesz, narkomana dlaczego bierzesz, obok nich się przechodzi, przecież niema z „kim” rozmawiać. Dziecko po stracie mamy czy ojca ma szanse na nowego dobrego rodzica. Tylko prawdziwa miłość rodziców czy opiekunów wychowa je na „dobre dzieci”.

    Wiem, z życia trzeba korzystać … ale … trzeba mieć w sobie również bardzo dużo pokory.
    Pzdr.

    • Marta Skrzypiec Autor wpisu

      Z tą różnicą, że alkoholik sam sobie gotuje taki los i dopóki żyje ma szansę go odwrócić. Nigdy nie jest za późno, żeby przestać pić i spróbować naprawić relacje z rodziną. To kwestia wyboru i walki z własną słabością.
      Osoba chora nie ma żadnego wyboru. Choćby nie wiem jak pragnęła, jest zdana na łaskę losu.

      • Szwagier

        Alkoholizm to poważna choroba. I znowu nasuwa mi się pytanie … pyta ktoś alkoholika czy cieszy się i jest dumny ze swojej choroby, że tak “gotuje sobie ten los”. Naprawić można prawie wszystko, ale “prawie” znaczy niejednokrotnie połowę. Od prawie 19 lat pracy w zawodzie przeczytałem, opublikowałem można powiedzieć, tysiące komentarzy i wpisów z czasów kiedy jeszcze Mark Zuckerberg nie wiedział co wyprodukuje. Zawsze bardzo irytowały mnie wpisy w których stosowano “niesmaczne porównania”. Zawsze zastanawiałem się czemu ma to służyć ? ( ma być agresywną wstawką do dalszej zażartej dyskusji, dowartościować artykuł, celowo obrazić a może (jak sadzę) większości autorów takich tekstów … dać psychiczną ulgę wywołaną przelaniem złości na margines społeczny. Temat z mojej strony uważam za zamknięty :-).
        Kwestia śmierci, tego kto powinien umrzeć pierwszy, jak powinien i kiedy, zostawmy. Już dawno temu zacząłem się zastanawiać i próbować wyjaśnić sobie kwestię sprawiedliwości i śmierci. Czy mogę się podzielić ? … ludzie tak naprawdę nie chcą rozmawiać i myśleć o śmierci a powinni, nie chcą … boją się … wolą zapomnieć odkładając temat na jutro. A przecież to jedyna pewna rzecz ( oprócz podatków ;-)) Większość ludzi żyje w dostatku, mają zdrowe dzieci, dwa domy, bmw, ogólną stabilizację. I nagle pojawia się coś co zabiera im wszystko w sekundę. Poprzez pierwszą złość, żal, strach, każdy z nas dojdzie w końcu do pogodzenia się z tym faktem (jeśli czas mu na to pozwoli), że niema już wyjścia. I dlatego wiem, że życie ze świadomością że umrę (kiedyś) nie będzie dla mnie takim zaskoczeniem. Śmierci bardziej będą się bać ludzie którzy nie zaznali większej biedy, smutku, rozczarowania, i Ci w nic nie wierzący (ale to już każdego indywidualna sprawa).

        PS. Kiedy kończy się dzieciństwo każdego z nas ? … właśnie wtedy kiedy zaczynamy rozmawiać o śmierci … Pozdrawiam serdecznie.

  • Agnieszka

    Echhhh, straciłam moją mamę zdecydowanie za wcześnie, tatę później ale też “za wcześnie”. Tylko czy na taką stratę jest “odpowiedni” moment?
    Dzisiaj gdy moja 3 – Latka mówi że babcia i dziadek są w niebie i kiedyś się z nimi wszyscy spotkamy zastanawiam się skąd u niej takie przemyślenie, gdy ja wręcz unikam tego tematu.
    A Bóg? Pewnie nie mi oceniać, ale ani przy stracie rodziców ani własnej 3 dzieci gadanie: “że Bóg tak chciał” w niczym mi nie pomagało.

  • Ewa

    mam takie same przemyślenia i własnie dopóki nie było dziecka to nawet nie myślałam.Czasem ryczę jak do głowy wchodzi myśl,że nie zdążę wychować dziecka,co wtedy? Kto zajmie się moją córeczką? Jeśli ktoś zastapi jej mnie to czy będzie dobry,będzie dbał o nią?
    W mojej rodzinie zdarzyła się taka tragedia,ciężka choroba zabrała dzieciom ojca(dzieci 2 i 4 lata) wtedy uświadomiłam sobie,że to może spotkać każdego. Trzeba jakos żyć dalej ale serce pęka jak widzi się smutek w oczach dzieci,jak mówią,że tęsknią za tatusiem. I też ktoś powiedział “widocznie Bóg tak chciał” Jaki Bóg odbiera dzieciom ojca,kobiecie kochającego,dobrego męża?