Grudzień i styczeń był w naszej rodzinie wyjątkowo trudnym czasem. Choroba za chorobą, odwołanie wyjazdu na święta, pusta lodówka i szybkie kombinowanie zakupów (bo mieliśmy przecież wyjechać), Sylwester w domu. Kolejna choroba. Znowu uziemieni. Chwila spokoju (dokładnie 4 dni) i nocna przygoda z karetką i szpitalem. Nikomu nie życzę zerwać się w środku nocy i walczyć, żeby dziecko złapało oddech.
Znowu całe życie wywrócone do góry nogami. Do tego zawirowania zawodowe. Konieczność opieki nad dziadkami, bo też podupadli na zdrowiu w tym okresie. Mężu rozrywający się na pół a nawet i na cztery części. Do tego zepsuła się pralka. Nowa miała być za 2 dni, była za 2 tygodnie! Gdyby nie moja mama, która zabrała nam kilka razy rzeczy do wyprania, utonęlibyśmy pod górą brudów. Nie mówiąc już o tym, że nie mielibyśmy w czym chodzić.
Katastrofa za katastrofą!
A w między czasie coś trzeba jeść… Żadne z nas nie miało czasu, żeby pojechać na większe zakupy. Zwłaszcza, że chore dzieciaki wymagały większej uwagi. Z nimi jechać nie można było. Bez nich na dłużej nie dało rady się wyrwać.
Mimo, że w naszym mieście jest wiele marketów, to żaden nie dowozi zakupów. Okazało się jednak, że jest taki market, który dowozi na terenie całej Polski, niezależnie od tego czy mieszkasz na wsi czy w dużym mieście! I to było wybawienie…
Jak tego dokonać?
1. Wchodzimy na stronę Frisco – szperasz, grzebiesz, szukasz, wybierasz. Wybór naprawdę duży!

2. Czytamy uważnie informacje- a dowiadujemy się o dacie ważności produktów, promocjach cenowych albo konkurencyjnych cenach. Każde nasze zakupy są zapamiętywane, więc jeśli robisz je po raz kolejny, możesz zerknąć do poprzedniej listy czy niczego nie zapomniałaś.
Ponieważ nic nas nie goni (chyba, że dzieci), to możemy sobie spokojnie przejrzeć zakupy, coś dorzucić, coś odjąć, sprawdzić kwotę do zapłaty. Jeszcze raz coś dorzucić. Wygodne i sprawne analizowanie swoich wydatków.
3. Mamy już gotową listę zakupów?

To zamawiasz, podajesz swój adres, wybierasz sposób płatności (możesz zapłacić przy odbiorze albo od razu zamawiając), wybierasz termin dostawy (w dużych miastach dobrze to zrobić na początku, żeby nam nikt wybranej godziny nie sprzątnął sprzed nosa zanim skończymy zakupy!). I czekasz na kuriera! W domku, ciepełku, bez myślenia z kim musisz zostawić dzieci, bez targania. Możesz sobie zamówić tonę mąki i pół tony mleka- i w ogóle cię nie musi obchodzić ile to wszystko waży! Zwłaszcza, że dostawa jest bezpłatna (przy zamówieniu za 150 zł).
4. Wracasz do swojej kawy, książki albo zasmarkanych dzieci!

Matlo karetka i trudnosci z odychaniem wzoraj to zaliczylam plus tem 41 stopni biedne te nasze dzieciaczki
Biedne :/ Zdrówka dla was!
Nie przepadam z internetowymi zakupami, ale w podbramkowych sytuacjach to rzeczywiście wybawienie :)
Tak na co dzień ja też lubię osobiście pójść i sobie pomacać produkty. Ale znam ludzi, którzy odkąd odkryli zakupy on line nie chodzą wcale do marketów. Moja koleżanka zamawia zakupy będąc w pracy, dojeżdża pod dom i ma kuriera z nimi. Bez stania w kolejkach i przebijania się przez Wrocław :) To mnie przekonuje!