Niedzielę spędziliśmy we Wrocławiu, w Zoo. Wybieraliśmy się już od jesieni ale najpierw uznaliśmy, że dzieciaki są jeszcze za małe. Później, że ich obecny okres w życiu jest tak upierdliwy i męczący, że wstyd z nimi za bramę wychodzić. Zimą wiadomo- nie było się po co wybierać. No i nareszcie- udało się zgrać wszelkie terminy, wolne i pogodę :)
Wycieczki z Chłopcami coraz mniej przypominają szkołę przetrwania a jazda samochodem przestała wyglądać jak darmowe tortury arcyważnego świadka (jestem przekonana, że jak chcą coś wyciągnąć od tego co nie chce mówić- to wrzucają go do małego pomieszczenia z dwójką-albo więcej- małych Szkrabów). Tym samym mogę nieśmiało powiedzieć, że czerpię przyjemność z podróżowania z moją rodzinką! Zwłaszcza, że nie muszę już ciągnąć ze sobą wielkiej torby z niezliczoną ilością ciuchów do przebrania, butelek, kubków, chusteczek i innych gadżetów.
Niespełna godzinna droga upłynęła nam więc miło i spokojnie (zwłaszcza, że byłam kierowcą więc Mężul robił za zabawiaczo- służącego pt.”zabawkę dać, nie tą, inną”. „On mi zabrał”, „ciasto dać”, „picie” itp.)
Na miejscu było trochę gorzej, bo (czego zrozumieć nie mogę) tak duże miasto, takie rozwijające się ZOO, w sąsiedztwie Hala Stulecia a porządnego parkingu brak!!! Samochody parkuje się więc wszędzie- prawie że jeden na drugim a i tak nie było się gdzie wcisnąć. Nienawidzę wciskać się w taki tłok. Dostaję nerwicy gdy jest za wąski wyjazd albo ktoś mnie przyblokowuje. Tak się wściekłam po 10 minutach jeżdżenia, gdy nadal nie mogłam znaleźć miejsca, że zaczęłam wchodzić na mój piskliwy ton i mówić, że „ja wracam do domu, w dupie mam tą wycieczkę”. W końcu gdzieś tam dużo za daleko od wejścia, udało się zostawić autko.
W sumie na dobre nam to nie wyszło, bo musieliśmy przejść wzdłuż fonatanny przy Hali Stulecia (która ma piękne pokazy multimedialne) i się okazało, że tam akurat odbywa się festyn społeczny (czy coś takiego). Była więc kolejna atrakcja. A że ja kocham Pergolę, Park Szczytnicki, Halę Stulecia i Fontannę więc… dla mnie bomba! (To jest moje ulubione i najpiękniejsze miejsce we Wrocławiu!!!).

A samo ZOO? Bardzo, bardzo, bardzo miłe zaskoczenie!
Ostatnio byliśmy tam 3 lata temu i zmiany są niesamowite! Inne rozwiązanie kas, szybkość obsługi, czysto, nowe miejsca gdzie można usiąść coś zjeść albo wypić, porządne toalety z przewijakiem (!!!), świetne wózki drewniane, które można wypożyczyć za 10 zł za cały pobyt!
Naprawdę byliśmy bardzo pozytywnie zauroczeni!
Teraz trwa tam budowa co trochę utrudnia zwiedzanie- naszukaliśmy się przez to wybiegu dla żyraf i nie mogliśmy znaleźć fokarium, które 3 lata temu nam się podobało.
Ale niedługo otwierają Afrykanarium i to dopiero będzie czad!
Lans przy strusiach (po lewej) i małpach (po prawej).
Strusie wywołały największą sensację, bo zrobiły na naszych oczach… kupę.
Wracamy do domu a Miki od drzwi mówi do mojej Mamy:
-Babcia, struś taki ptak, zrobił kupęęęę… Dużą! :)



Kawka z Coffee Planet Wrocław musi być- Sis nam dowiozła :)



Nie obeszło się oczywiście bez wyżerki. Razem z Arusiem pochłonęliśmy baaaardzo dużo frytek!

Cała ekypa wycieczkowa

Fotki made by ALICE – najlepszy fotograf jakiego znam :)
A na koniec cytatów kilka z wycieczki. Chłopcy tak oto opowiadali swoje wrażenia babci:
– „nie- dziadki” są duże;
– „Zebra” to taki koń w paski, wiesz babciu?
– Słoń sypał piaskiem, wysoko. A nie wolno. I robił tu-tut
– I co jeszcze widziałeś? – Długą szyjęęęę. – A kto ma długą szyję? -Eeee, nie pamiętam.
– Hopotam się kąpał. Brudna woda była.

A to wyzwanie. Ja byłam z siostrzenicą w wieku Twoich chłopaków w zoo, to cieszyłam się, ze mam dla niej szelki ze smyczką, bo bym nie nadążyła :P
Super wycieczka:)
A Twoja siostra bardzo do Ciebie podobna! :)
Podobno. Chociaż my rzadko to dostrzegamy :)
Ale meeega pozytywne zdjęcia :D Wycieczka napewno była udana.
No i kawa musiała być :P
Kawa to podstawa! :P
Haa fajny wyjazd, z dwójką to dopiero atrakcje :) My byliśmy w sobotę w poznańskim i specjalnie parkowaliśmy ciut dalej- bo na darmowym parkingu. Na tym tuż przy zoo, sporo sobie liczą. Rano jeszcze pusto, a jak wracaliśmy, to ledwo wyjechaliśmy, bo jacyś idioci stanęli na trzeciego w miejscu, gdzie auto w ogóle nie powinno stać
Wow, zazdroszczę wycieczki :-) Uwielbiam Wrocław, okolica Hali Stulecia jest wspaniała, ja jeszcze bardzo lubię Ogród Botaniczny. Pozdrawiam!
Ja wolę Japoński. Ale Wrocław kocham całą sobą!
My zaliczyliśmy niedawno ZOO w Chorzowie, też mają takie wózki drewniane ale my jak zwykle naszym 4-kołowcem. Widzę, że zdrowe odżywianie, nie ma to jak frytki :-). U nas ostatnio szał na punkcie żelków i Mamby. A jazda samochodem to niestety nadal jakaś masakra i najprostszy sposób, żeby jednak zostać wariatką. To się w głowie nie mieści jak męczące może być 10 minut w samochodzie. Z nimi. Nie biją się, rzucają zabawkami i nie krzyczą albo płaczą tylko wtedy kiedy zapcha ich się jakimś jedzeniem albo piciem. Niech oni już będą dorośli… proszę, błagam :-).
Wyjątkowo można zjeść i frytki na mieście :) Głodni byli (zwłaszcza Arek) a to było jedyne co można było im ze względnym spokojem dać. Moi jeszcze nie odkryli żadnych słodyczy poza kinderkami i tego się będę trzymać!
A to jakimś cudem ci się udało przypilnować kwestę słodyczy, bo moje dzieci Mambę dostały od innego dziecka w żłobku, w żłobku dostają na podwieczorek Lubisie a żelki dostały na majówce u znajomych, nie wspominając już o babciach, które dają dzieciom słodycze. Zresztą nie ma o co kruszyć kopii, jeżeli wszystko jest w rozsądnych ilościach.
Do 2 roku życia znali co najwyżej ciastka- herbatniki. W tym roku na Boże Narodzenie dostali Kinder czekoladki i im pierwszy raz daliśmy. A w styczniu dostawali zastrzyki więc w ramach zadośćuczynienia dawaliśmy im po jednej na pół.
Babcie jakoś nigdy nie wyrywały się z dawaniem słodyczy- zresztą znają moje zdanie i same mają podobne. A Chłopcy… zjedzą domowe ciasto, czasami upomną się, że chcą czekoladkę ale ogólnie nie są jacyś wybitnie słodyczowi. Nawet kakao nie lubią :)
Ps. Dziecko z którym spędzaliśmy majówkę też jadło żelki ale moi się nie załapali (po prostu powiedziałam, że nie jedzą i tamto dostało swoje tak, żeby Chłopcy nie widzieli). Ale nie jestem walnięta na tym punkcie- jak zjedzą czasami coś, czego na co dzień im nie daję to się tragedia nie stanie.
Wycieczka fajna, ale ten zielony wózek dla dzieci rewelacja :)
Rewelacja ;-) Mam nadzieję, że jak mnie i syna ponownie choroba nie rozłoży ( a już czuję się fatalnie :-/ ) to i my będziemy mieć piękną pogodę w weekend na wycieczce po Poznaniu ;-)
superowa wycieczka :)
Oni są niesamowici :D
Chłopcy, Mężul czy Alicja?! :P
No,że Ala to wiadomo. Że chłopcy to też…a męża zostawię Ci w spokoju :)