Planeta Singli- hit czy kit? 5


7722185.3

W tym roku, w Walentynki, w kinach konkurowały dwa filmy- Planeta Singli i Deadpool. Reklamowany jako komedia romantyczna film pierwszy i science fiction drugi. Znam takie pary, które poszły na oba, dla równowagi w związku. My, jako para nie poszliśmy na żaden. Ale sama miałam przyjemność oglądać Planetę Singli.

Jak słyszę hasło- polska komedia romantyczna, to dobre kino jest ostatnim określeniem jakie przychodzi mi na myśl. Poza przecudownym “Nigdy w życiu” i “Tylko mnie kochaj”, ciężko szukać naprawdę dobrego filmu tego gatunku. Jeśli okazał się któryś być śmieszny, to w pakiecie z kiczowatym. Jak całkiem przyjemnie romantyczny, to mało śmieszny. I tak od wielu lat. Nie powiem, z przyjemnością obejrzałam “Śniadanie do łóżka” czy “Listy do M.” i uważam je za jedne z lepszych z całego pakietu tego rodzaju filmów. Ale nie ma się co oszukiwać, że polskie kino romantyczne jest szałowo dobre. Bo nie jest.

DLACZEGO WIĘC PLANETA SINGLI?

Bo ten film jest naprawdę dobry! Przede wszystkim ZABAWNY. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się uśmiałam na polskim filmie. “Listy do M.2” też miewały śmieszne momenty. Dwa, może trzy i to głównie dzięki świetnej grze aktorskiej Agnieszki Dygant i Tomka Karolaka.
“Planeta Singli” to splot zabawnych i wzruszających scen. Pierwszy wybuch śmiechu nastąpił już na samym początku, po kilkunastu sekundach oglądania. Schemat ten powtarzał się co kilka kolejnych scen, by na końcu widz po prostu nie mógł przestać się śmiać. Serio, serio! Ostatnie kilka minut filmu to masakra dla makijażu. Najpierw popłynęły mi łzy wzruszenia. I nie z powodu jakiegoś obrazka wymuszonego łzami bohatera. Reżyser zagrał na naszej wrażliwości muzyką i śpiewem. Nie będę wam pisała jak wielką miałam kluskę w gardle i jak ludzie wstrzymali oddech, próbując nie ryczeć na głos. Bo jakby nie wypada się popłakać, gdy na ekranie nie dzieje się nic wybitnie smutnego. Można by rzec, że dzieją się rzeczy wręcz radosne, piękne, delikatne, wrażliwe… Ktoś gra, ktoś śpiewa, ktoś inny się szeroko uśmiecha, inny wzrusza. A sala płacze.
Gdy już prawie nie jesteś w stanie wytrzymać, żeby nie wybuchnąć płaczem na głos- pojawia się scena gdzie wyjesz ze śmiechu! Dosłownie! Łzy lecą, śmiejesz się w głos razem z całą salą ludzi, którzy są wokół ciebie.
W ogóle te momenty śmieszne są nieco kłopotliwe. Bo na przykład scena w toalecie tak mnie rozbawiła, że kilka minut później nadal mi się chciało z tego śmiać. I weź teraz się powstrzymaj jak sobie przypomniałam ten moment a film poszedł już dalej i akurat jest w takiej chwili, kiedy nie wypada parsknąć śmiechem?!

2c33f7a9455a5be2012c6518f4b43f40

Maciej Stuhr zdecydowanie w wielkiej formie. Uwielbiam go od zawsze więc pewnie i tak bym nie zauważyła jakby coś nie wyszło. Ale wszystko wyszło świetnie! Jak nie byłam jakąś wybitną fanką Agnieszki Więdłochy, tak uważam, że rola delikatnej i bardzo niedzisiejszej Ani- była dla niej stworzona. Genialna Weronika Książkiewicz w roli psycholożki włosów- jej histerie i ataki szału wywołują spory uśmiech, oraz Karolak- wyjątkowo nie robiący z siebie błazna, a mimo to, zabawny. I Piotr Głowacki- przeuroczo grający przyjaciela- geja.

TO KOMEDIA CZY ROMANTYCZNA?

Dobra, nie będę ściemniać, że nie będzie love story. Będzie! Jest ona- Ania. Nauczycielka muzyki, na której widok mam jedną myśl “skąd ona wytrzasnęła te babciowe ciuchy?”.

c6d655707776ece5744d5bb1a9fc.1000

Kompletnie zagubiona w dzisiejszym świecie dziewczyna, szukająca księcia na białym koniu, prawdziwego dżentelmena, który odkryje przed nią karty prawdziwej miłości. I on- Tomasz, celebryta, gwiazda programu telewizyjnego, któremu bardzo daleko do zakochiwania się i bycia wzorem rycerza!
Ich przypadkowe spotkanie zaowocuje ciekawą współpracą. Ona ma chodzić na randki i szukać swojego ideału. On zrobi z tego program. Ona dzięki temu otrzyma fortepian dla swojego kółka muzycznego, on rozwinie swoją karierę. Czysty biznes.
Ponieważ nie mamy banalnych scen jak to ona wzdycha do niego, a on robi do niej maślane oczy- nie jest oczywiste jak potoczą się losy bohaterów. Akcja zmienia się szybko. Aktorzy grają bardzo przekonująco. Film nie ocieka kiczem a żart nie wywołuje żenującego uśmiechu.
Dlatego też jest to komedia romantyczna, na którą warto się wybrać do kina. Albo cierpliwie (jeśli ktoś ma ową cierpliwość) poczekać na DVD. Ja w kinie byłam, na DVD również czekam. Zdecydowanie “Planeta Singli” dołączy do mojej listy filmów, które oglądam po kilkanaście razy!

Ps. Jedno jest pewne- panie idą do kina bez makijażu (i tak wrócą bez niego a bez sensu wychodzić z sali, wyglądając jak miś panda po przejściach!) a panowie zabierają ze sobą chusteczki.

Miłego oglądania!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 komentarzy do “Planeta Singli- hit czy kit?