
Wiecie dlaczego jedne rzeczy robimy i jest to dla nas naturalnym odruchem, a inne omijamy szerokim łukiem?! Bo te pierwsze są wyrobionym w nas nawykiem, a te drugie nim nie są!
Brzmi oczywiście i banalnie?! Wydaje ci się, że w takim razie wystarczy sobie przeprogramować nawyki i odtąd będzie wszystko idealnie? Być może. Skoro to takie proste, to dlaczego nie wymyślimy sobie, że zdrowe jedzenie, codzienne ćwiczenie i systematyczna nauka francuskiego będą od dzisiaj naszym nawykiem, zamiast słodyczy, kawy i lenistwa?! Bo niestety nasz organizm nie jest wcale taki skory do współpracy a mózg najchętniej chadza swoimi, wygodnymi ścieżkami. I żeby osiągnąć sukces trzeba jednak trochę wysiłku.
Każdy z nas spędza swój dzień w jakiś określony przez siebie sposób. Jedni wykorzystują każdą wolną chwilę i wyciskają z życia ile się da. Inni najchętniej narzekają ile to by mogli zrobić, gdyby im nic nie przeszkadzało. A największą przeszkodą dla nas- jesteśmy my sami! „Chcieć to móc” a „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz” jest najlepszym określeniem tego, w jaki sposób wpływamy na swoje życie! Jedyne co nas ogranicza, nie pozwala nam rozwinąć skrzydeł albo przeciwnie- co nas napędza i sprawia, że osiągamy sukces- to NAWYKI.
Małe, niepozorne, często atakujące z ukrycia, kompletnie przez nas pomijane. Nawyki- zarówno te dobre, jak i te złe. Wszystkie one sterują naszym życiem i naszym zachowaniem.
Zastanówcie się jakie macie nawyki, które was wkurzają?! Podjadanie, rozrzutność, strachliwość, marnowanie czasu, lenistwo, niepewność, chorobliwa zazdrość?! Pewnie każdy z nas mógłby wymienić takowe jednym tchem! Tylko czy bylibyśmy w stanie je samodzielnie wyeliminować? I co zaoferować sobie w zamian? Bo przecież życie bez nawyków nie miałoby sensu…
Z pomocą przychodzi Gretchen Rubin, która w książce „Lepiej!”opracowała 21 strategii do osiągnięcia szczęścia. W przystępny sposób, normalnym językiem tłumaczy czym są nawyki, dlaczego są ważne i w jaki sposób należy nimi kierować, by dodawały one energii zamiast ją zabierać!
Na początek dowiemy się czy jesteśmy prymusami, wątpiącymi, zobligowanymi a może buntownikami. Znalezienie wspólnych cech z danym typem ułatwi nam zrozumienie dlaczego tak łatwo lub tak trudno ulegamy wpływom i dostosowujemy się do otaczającego świata. Następnie autorka zachęca nas do poznania samego siebie- zadaje mnóstwo pytań, przedstawia wiele możliwości do zbadania własnego charakteru. Dopiero gdy uda nam się ustalić czego oczekujemy i jacy jesteśmy, możemy pomyśleć nad stworzeniem planu ku lepszemu ja!
Niech was nie zmylą oczekiwania- nikt wam nie poda gotowej recepty, nie powie, że od dzisiaj musicie zrobić to, czy tamto. Ale powie wam dlaczego zachowujesz się w określony sposób, dowiesz się co blokuje właśnie twój umysł i dlaczego zamiast co rano biegać 5 km, wolisz zjeść 5 tabliczek czekolady!
Jedno jest pewne- twoje życie, twoje nawyki i twoje szczęście zależy tylko i wyłącznie od ciebie i od pracy, jaką w swoje życie włożysz! Wykształcenie w sobie nowego nawyku zajmuje od 20-70 dni. W zależności od twojej motywacji i sposobu wprowadzenia nawyku w życie. Dlatego jeśli tylko chcesz, już za niecały miesiąc możesz być zupełnie inną osobą!
Zadanie konkursowe:
1. Napisz w komentarzu (pod wpisem na blogu albo pod postem konkursowym na FB) jaki NAWYK ty byś chciała w sobie zmienić/wykształcić/wskrzesić? Dlaczego akurat ten? Z jakiego powodu nie zrobiłaś tego do tej pory?!
Wymyśl coś, bo liczy się pomysł, kreatywność i interesujący sposób przekazania swoich myśli! Przekonaj mnie, że ta książka właśnie tobie jest niezbędna!
2. Czekaj na wyniki.
a) Konkurs trwa od 14.02.2016 r.- 21.02.2016 r.
b) Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 5 dni od dnia zakończenia konkursu.
c) Wysyłka tylko na terenie Polski.
d) Nagrodą są 3 książki więc zwycięzcami będą 3 osoby wyłonione w drodze konkursu.
e) Oceny waszych pomysłów dokonam ja, z pomocą Babci Nie Wariatki i Męża Nie Wariata. W przypadku niemożliwości jednogłośnego wyłonienia najlepszej wypowiedzi, dokonamy głosowania.
EDIT- WYNIKI!
3 dni myślałam nad zwycięzcami, bo tak naprawdę każdej z Was ta książka by się przydała. Ciężko wybrać kto skorzysta z niej bardziej. Ale niestety takie są reguły gry.
W każdym razie dziękuję wszystkim Wam, kochane Kobiety za to, że postanowiłyście się otworzyć i przyznać do swoich słabości.
Mi też to dało do myślenia i już wiem, że trzeba napisać kilka tekstów motywacyjnych o tym, jak wyrwać się z domowego kieratu i pomyśleć tylko o sobie. Jak zmienić nastawianie z „od jutra”, na „od teraz”.
Tymczasem podrzucam Wam kilka tekstów, które już się ukazały a mogą wam pomóc zmienić swoje nawyki: A
– Podziękuj swoim kompleksom;
– Zmień swoją codzienność;
– Masz w sobie sex! Tylko rusz się z kanapy i wyskocz z dresów;
– Znajdź swój plan B!;
–Nie bój się spełniać swoich marzeń!
Dorota, Elwira i Muchowa– gratuluję serdecznie i bardzo proszę o kontakt z podaniem adresu do wysyłki.

O tak… odkąd jestem mamą, prokrastynacja to moje drugie imię i już prawie nie używam pierwszego. Macierzyństwo jakoś tak mnie przekonstruowało, że każde zadanie, które projektuję w głowie, oflagowuję szczegółowym opisem przeszkód, które będą stały mi na drodze do jego realizacji. Wizualizuję sobie głównie trud działania i nawet obietnica sukcesu nie rekompensuje strat, które mogę ponieść. Jak mam pokonać opór materii, to przełączam się na tryb oszczędzania energii, ostatecznie magazynując ją w postaci… tłuszczu:D
Podśmiewam się z siebie, bo doskonale wiem, jak proste i banalne mechanizmy rządzą moim defetyzmem, jak zwyczajne pospolite lenistwo panuje w moim królestwie, jak się ono rozgościło po urodzeniu bliźniąt, kiedy cały zapas sił witalnych zużyłam do samodzielnego oporządzania dzieci, mechanicznej obsługi, w której nie było miejsca na regenerację czy samorozwój. I tak po kawałeczku odpuszczałam sobie siebie, aż się przyzwyczaiłam.
Po 3 latach, kiedy dzieci awansowały do przedszkola, ja powzięłam zamiar powrotu do formy, do obiegu. I klops. Okazało się, że dawne metody utrzymywania kursu w ogóle już się nie sprawdzają. Kilkanaście razy modyfikowałam te sposoby, wstawałam z kolan i ruszałam do przodu, ale zawsze przeszkadzały wymuszone przestoje, głównie z powodu chorób dzieci, które unieruchamiały na dłuuugie tygodnie. I tak jak organizm uodparnia się na kolejne diety, tak mój umysł zainfekował się wirusem zwątpienia, że kolejna próba i tak się nie powiedzie, skoro tyle razy wpadałam w koleiny.
Brakuje mi umiejętności strategicznego zarządzania dostępnym czasem, mentalnej zgody na to, że już nie będzie tak jak kiedyś, gdy cala doba należała tylko do mnie i mogłam nią dowolnie dysponować. Potrzebuję wsparcia w urządzeniu myśli na nowo w tych, nie takich nowych przecież, warunkach. Żeby odpuszczanie sobie nie przeradzało się w rezygnację, ale było rozsądnym kompromisem. Żeby za rok nie stać w tym samym miejscu. Żeby nie zostać królową efektownych początków i wstydliwych ucieczek na całe życie.
Z nawykami to jest tak, że dopóki nie uświadomimy sobie, że to właśnie one nas ograniczają, narzekamy na nie i nic więcej nie robimy. Dopiero ta świadomość sprawia, że zmiana jest możliwa. Zastanawiając się na czym najbardziej mi zależy, odpowiem, że pragnę wyzbyć się negatywizmu, negowania, zwanego potocznie narzekaniem. Polska narzekaniem stoi. Nie znaczy to, że trzeba się temu poddać. Chcę by moja pierwsza myśl była pozytywna. By motywowała. Niosła radość i potencjał. Nieważne co usłyszę, pragnę reagować na to pozytywnie. Do tego chcę przesterować mój umysł. Myślę że później będzie już z górki.
Matko…no cóż mogę powiedzieć….mam kochającego męża, slicznego i zdrowego synka, pracę, mieszkanie, przyjaciół, znajomych, oczywiście rodzinę (raz lepiej raz gorzej ale są mega wsparciem ….i ogólnie nie mogę narzekać! Mam kilka rzeczy które doprowadzają mnie do nerwicy, w ciąży przytylam 12 kg po półtora miesiąca schudłam 13 kg i co fajnie super no ale nie może być fajnie bo siedzenie w domu doprowadziło i do tego ze raz chudne raz tyje i tak w koło , nie mogę sobie z tym poradzić a to że jestem pedantka doprowadza do tego ze chce mieć czysto, zamiast pójść na ćwiczenia to składam sprzatam itp. Ale to nie to samo, potem trochę zamykam się w domu no mam pracę w donu przy komputerze i to podhadanie słodyczy to jaką masakra! E hhh chyba tyle go nie chodzi tu o epopeje….
😊
Ja borykam się z tym że duszę w sobie wszystko obwiniam się za wszystko moje poczucie wartości jest równe zeru nie potrafię się pozbierać po śmierci córki moje małżeństwo się rozpada mimo tego że kocham mojego męża i on również twierdzi że jestem wszystkim dla niego. Książki nie wygram na pewno bo mieszkam za granicą ale to nic nowego dla mnie zawsze przegrywam całe życie jestem nieudacznikiem. Może nie powinnam wogole tu pisać ale Cholera nie mam nawet koleżanki tutaj żebym mogła pogadać poprosić o radę… tak naprawdę nie mam przyjaciół mój świat to 4 ściany córka i mąż który mówi że jestem dla niego wszystkim ale zachowuje się tak jakbym była nikim. Właśnie przed chwilą po raz kolejny się poklocilismy tzn ja mówiłam a o milczał bo przecież skoro mi źle to droga wolna… fajnie mam co? Rodzina też daleko zresztą jakoś nie bardzo ich obchodze. Przepraszam że marnujesz swój czas na czytanie tego bo nawet nie kwalifikuje się do tego konkursu ale po raz kolejny nie wiem co mam zrobić żeby uratować to co jest dla mnie najważniejsze ? Juz nie mam siły a jak się poddam to co wtedy? Wszystko odkladam na jutro nie mam siły wstać z łóżka. Chciałbym się zmienić chciałbym znowu się uśmiechać cieszyć uśmiechem córki tym że idzie wiosna chciałbym żeby było normalnie nie chcem patrzeć na siebie w lusterku i widzieć zaplakana smutną kobietę… chciałbym to wszystko zmienić tylko nie wiem jak i to jest najgorsze. Aż poplakalam się pisząc to bo wstydzę się tego co się stało ze mną… A kiedyś byłam wesoła uśmiechnięta dziewczyna…
Moim nawykiem, który chcę u siebie wskrzesić są codzienne treningi. Kocham piłkę nożną i zawsze miałam chęci, żeby trenować. Jeszcze 2 lata temu nie można było mnie z boiska ściągnąć. Grałyśmy wtedy turniej. Wszystko mi wychodziło. Zostałam nawet powołana do kadry województwa. Niestety, kolejny mecz wszystko zmienił. Ostry wślizg przeciwnika i… zerwane więzadła w kolanie. Świat się zawalił, gdy dowiedziałam się ile będzie trwać przerwa w grze. W sumie nie grałam przez półtora roku. Jedyna drużyna w mojej okolicy w międzyczasie się rozpadła, a ja nie miałam już gdzie wracać. Postanowiłam trenować sama na podwórku. Warunki spartańskie, ale czego się nie robi, by kiedyś zaistnieć w sporcie. Jedyna rzecz, która mi przeszkadza to brak systematyczności. Może ta książka otworzy mi drzwi do satysfakcjonującego życia, wypełnionego po brzegi pasją? Mam cichą nadzieję, że tak się stanie. :)
Kochana MatkoNieWariatko! Jestem matką samotną, bezrobotną, lekko sflustrowaną z poczuciem zatrzymania. Od półtora roku próbuję napisać licencjat, wziąć się w garść i wrócić choć do części życia sprzed porodu lecz zatrzymałam się na etapie gaworzenia mego dziecia i bycia niezastąpioną, choć Ola ma już dwa lata. Mam do oddania nawyk jutra. W gratisie oddam też kilka zbędnych kilogramów i niechęć do sportu:) Zaprawdę powiadam Ci, że codzień słyszę w mojej głowie ” jutro napiszę choć jeden rozdział”, „jutro pójdziemy na dłuuuugi spacer” a to jutro nawet dzisiaj nie nadeszło! Dla mnie istnieje on od zawsze, wiem o jego szkodliwości, choć zawsze dotyczył on tylko mnie. Teraz gdy szkodzi on mnie, mojej córeczce i rodzicom z którymi mieszkamy, gdy chciałabym wrócić do pracy i do życia towarzyskiego pragnę go zostawić gdzieś w przeszłości, żeby z jutra stał się wczorajszym odhaczonym!:)
Jestem mamą 3 letniej Wiktorii, córcia ma dużo energii, super pomysły i wszystko się pięknie układa, ale nie chodzę do pracy i siedzę w domu no jakoś całe 22 lata, prócz tych lat szkoły, czyli do 19 roku życia, a potem szkoła weekendowa, początkowo było u mnie kiepsko z organizacją czasu,ale od kiedy zaczęłam już na poważnie mieszkać z( już) mężem to mam fioła na punkcie porządku, ładu i składu. Nie ma dnia żebym nie twierdziła,że gdzieś widzę kurz, smugi, a nawet palce!
Przeszkadzają mi nawet „zmarszczki” na pościeli. Moje ubrania muszą być poukładane kolorami, wieszaki zawsze muszą być przodem do boku szafy, oczywiście również poukładane sukienki do sukienek, swetry do swetrów itd. Córcia często nie skończy się bawić a ja juz sprzątam, 3 razy dziennie potrafię odkurzyć jej mały dywanik. Pod napoje i jedzenie zawsze musza mieć podkładki, wszędzie mam pełno pudelek,żeby wszystko było poukładane,a nie na wierzchu. Przeszkadza mi każde niedociągnięcie i jestem wtedy zła na siebie,że wcześniej tego nie zauważyłam. Mój koc zawsze musi być równiutki co do centymetra , metka zawsze musi być na dole po lewej stronie…Nie wiem jak się z tego leczyć. To jest choroba? Dla jednych to dobrze, dla innych przesadnie, dla mnie po prostu naturalnie.Chciałabym nauczyć sie być bardziej spontaniczna, mniej być perfekcjonistką. Pozdrawiam
a więc daję sobie radę ze słodyczami, alkoholem, odpoczynkiem, nic ie robieniem przez jakieś 5 min.
jest jednak jedna rzecz, która jet moim celem i wciąż zaliczam sesje do poprawki.
gimnastyka, aktywność fizyczna, dbanie o swoje ciało – jego moc.
czuję jak słabnę, w oczach moje mięśnie zamieniają się w tłuszcz. nie mam nadwagi. wyglądam dobrze, ale nie mam siły biegać i bawić się z dzieckiem, ulubiona pozycja w łóżku to „na leniuszka”, i dostaję zadyszki gdy muszę wejść na 5 piętro…
cel: gimnastyka w domu co drugi dzień – rozpoczęty
basen raz w tygodniu – od marca, karnet zakupiony
aerobik lub inna forma grupowa – od marca raz w tygodniu
chcę odzyskac swoje ciało – czy książka mi pomoże? jeszcze nigdy nie doszłam do etapu „uzależnienia od ruchu” a to nie jest mój pierwszy raz…
pozdraiwam!
Nawyki do zwalczenia:
• Słodycze w nadmiarze (czekolada to zuo, ale taaakie pyszne).
• „Surf” po necie zbyt długi (fb to czarna dziura ,a blogi to trójkąt bermudzki).
Nawyki do wskrzeszenia :
• Spokojne śniadania- szczególnie trudne przy budzącym się wraz z wniesieniem kawy niemowlaku ,czyżby miał na nią ochotę?:P.
• Fitness -nawyk wyrobiony i pokochany po urodzeniu pierwszego dziecka, teraz czeka aż matka dostanie zielone światło po drugiej cesarce (młodsze dziecię ma 3 miesiące) .
• Jazda na rowerze- jazda codzienna do pracy i po pracy, powód zaprzestania taki jak powyższy.
• Powrót do ukochanych książek (brak snu sprawia, że po jednej kartce matka przestaje rozumieć co czyta)
Nawyki do wyrobienia:
• Wstawać pół h przed dziećmi by zjeść śniadanie w spokoju i zaplanować sobie dzień.
• Przestać „warczeć” z rana na wszystkich gdy jestem niewyspana choć jak na razie nieosiągalne (osesek wisi na cycu co dwie h i w dzień i w nocy).
• Przestać podnosić głos na dziecko-bunt dwulatka trwający już prawie rok, ale chyba kiedyś minie; oby wkrótce, bo kaftan już mi szyją :P:P
Mam nawyk jak Scarlett O’hara „pomyślę o tym jutro”. W sumie determinuje on całe moje życie, które zaczyna mnie wkurzać :] A moje życie to ja, więc jest to złość na samą siebie, z której oczywiście nic nie wynika. NIC nie robię od razu, wszystko odkładam na później, co kończyło się pisaniem pracy magisterskiej 2 tygodnie przed terminem, pieczeniem ciastek w nocy i zmarnowaną kupą pieniędzy za bilety kupowane bezpośrednio u konduktora ;)
Pragnę nawyku „tu i teraz”, ale oczywiście „pomyślę o tym jutro”.
Może ktoś, coś, w końcu…?
Pozdrawiam :]
Ja jestem bardzo ciężki kaliber do zmian. Zdaję sobie sprawę, że odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę jest najgorsze, ale walka z tym to jak walka z wiatrakami 😕. Mimo próby planowania dnia, ustawiania priorytetów itp. Pod koniec dnia wychodzi, że zrobiłam wszystko, tylko nie to co chciałam 😕. I tak wszystko kończę w biegu, pośpiechu i chaosie.
Tak na prawdę nie wiem czego oczekuję od tej książki. Może po prostu po jej przeczytaniu uda mi się chociaż w minimalnym stopniu zniwelować ten mój nawyk odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę.
Chciałabym mieć nawyk odpoczywania :-) kiedy mam taką możliwość. Nasze bliźniaki mają już 7 lat. Nie są już tak absorbujące jak były malutkie. A do teraz mam brzydki nawyk, nazwę go „nawykiem straconego czasu”. Kiedy mam wolna chwilę, dzieci się spokojnie bawią, albo są na podwórku przed domem, to ja zamiast usiąść, wypić gorącą ( tak gorącą, nie zimną) herbatę, poczytać, czy porozmawiać z mężem, nie koniecznie o dzieciach :-) To ja się rzucam do sprzątania, ogarniania domu, gotowania, prania. Kiedy próbuję usiąść to zaraz głowa jest pełna myśli, co w tym czasie mogłabym zrobić. Dzieci przecież zaraz wrócą, albo zawołają mamo!! Nie potrafię odpoczywać. Chciałabym to znowu umieć :-) Usiaść i się zrelaksować, a nie żyć ciągle na wysokich obrotach.
Zostałam mamą dość wcześnie, tak samo wcześnie jak żoną. Z racji wykonywanego przez mojego męża poświęciłam swoją „karierę ” i siebie, jego pasji i pracy.
Pozwoliłam zamknąć sie w złotej klatce o której posłałam na swoim blogu. Urodziłam drugie dziecko.
Nigdy nie żałowałam żadnej decyzji, tylko zatraciłam gdzieś siebie, swoją ” karierę „… a teraz znalazłam to co chce w życiu robić, znalazłam swoją pasje, ale nie moge wycisnąć z siebie nic więcej niż pomysłu na to. Nie wiem jak mam sie za to zabrać. Teraz od roku jestem za granica, rownież dla męża… Czuje ze za chwile stracę swoj moment…
Chciałabym wskrzesic w sobie ducha sportu. Z reguły jestem leniwcem kanapowym a to raczej nie sprzyja dobrej kondycji i fantastycznej samopoczuciu. Za każdym razem gdy widzę te wszystkie babeczki wysportowane, biegajace której zdrowo się odżywiają… mówię sobie od jutra zacznę też ćwiczyć .. Ale jutro budzi się leniwiec i razem kończymy na kanapie.. A fajnie by było zmienić w sobie coś raz na zawsze :)
Brak nawyku „bycia kobietą” – brzmi dziwnie, ale właśnie tak wygląda mój problem. Tak się złożyło, że dzieciństwo spędziłam w towarzystwie braci i kolegów, więc zamiast lalek wolałam rower, auta i wchodzenie na drzewa. I mimo iż dziś, mając 22 lata lubię tę cząstkę męskiego usposobienia w sobie, to z każdym rokiem coraz bardziej dostrzegam, że nie potrafię być 100% kobietą. Idąc na zakupy wybieram buty wygodne- zamiast ładnych, na co dzień zakładam jeansy – bo praktyczne, jeżeli lakier na paznokciach odpryśnie to nie biegnę i nie poprawiam-bo nic się nie stanie jak zmyję jutro czy pojutrze, a gdy zauważam pojawienie się jakiejś „fałdki” to stwierdzam, że przecież do lata jeszcze dużo czasu i zdarzę się jej pozbyć. Wiem, że takie myślenie to błąd, nieprzejmowanie się na co dzień takimi błahostkami sprawiło, że w ogólnym rozrachunku nie czuję w sobie kobiety, piękna i subtelności. A to zdecydowanie zaniża moje poczucie własnej wartości i rodzi problemy. Próbowałam z tym walczyć, były i książki o poszukiwaniu własnego stylu, i próba regularnych ćwiczeń, i nauka lepszego makijażu czy fryzury, i próba pracy nad własną subtelnością i sposobem poruszania się… Wszystko jednak kończyło po niedługim czasie i wracałam do dawnej sfrustrowanej siebie. Chciałabym bardzo wiele w tym względzie zmienić, szczególnie dla mojego Mężczyzny. Chcę, żeby miał w pełni wartościową kobietę. Wiem, że młodość szybko przeminie i jeżeli teraz nie poczuję w sobie piękna, to kiedy? Czy jest jeszcze dla mnie ratunek? Mam ogromną nadzieję, że ta książka pomoże mi wreszcie ruszyć z miejsca.
Chyba najgorszy jest ten cholerny perfekcjonizm. Perfekcjonizm i zrzędzenie jak coś układa się nie po mojej myśli. Bardzo utrudnia to codzienne życie i cieszenie się tym co dobrego dzieje się dookoła. Na dodatek psuję humory calej rodzinie.
Dawno, dawno temu paliłam papierosy, szczęśliwie i niemalże bezboleśnie udało mi się zerwać z tym nałogiem. Potem była ciąża i nowe nawyki, przyzwyczajenia, które teraz bardzo mi przeszkadzają w codziennym życiu. Jednym z nich jest podjadanie słodyczy, drugim drzemki w ciągu dnia. I jeden i drugi zwyczaj coraz częściej mnie irytuje, psuje humor i przeszkadza cieszyć się życiem. Niestety ciężko mi zrezygnować z któregoś z nich…