
Tytuł jak tytuł, może nie do końca udany. Bo jestem raczej typem, który ma w nosie co czynią inne matki, dopóki nie krzywdzą swoich dzieci. Jednak są pewne zachowania, których zwyczajnie nie rozumiem.
1. Kolczyki u niemowlaka.
Po pierwsze na jaką cholerę 2 miesięcznemu dziecku koczyki?! Żeby było wiadomo, że dziewczynka? Dla dodania urody? No po co?
Ani to przydatne ani bezpieczne. Nie wierzycie?
Małżowina uszna jest u małego dziecka bardzo miękka. Połóżcie dziecko na "zagiętym" uchu. Gwarantuje, że po jakimś czasie, jak je już podniesiecie, to owe ucho jeszcze przez jakiś czas będzie w taki sposób zagięte. A wiem to na pewno, bo Arek ma jedno ucho większe od drugiego i jako niemowlę uwielbiał spać na tym większym, które mu się ciągle odginało, co niestety nie sprzyjało jego zmniejszeniu!
To teraz niech to dziecko ma tam kolczyk. Na pewno jest mu przyjemnie i wygodnie! W ogóle gdy śpi na boku musi mu być bardzo wygodnie z tym kolczykiem!
Inna myśl, którą od razu mam w głowie to narażanie dziecka na zakażenie. Szczepionek się boją, komar ugryzie i tragedia a dziury w uchu dziecku można robić bez zastanowienia! Żółtaczka, zakażenie bakteryjne, uczulenie na złoto lub srebro... a co tam!
A teraz taki maluch się rozwija, interesuje co mu w uchu sterczy i...ciągnie, kręci. Ciekawe jak szybko uda mu się doprowadzić do rozlewu krwi?
No takie mam wyobrażenie o tej sytuacji!
2. Łańcuszki u małych dziewczynek- takich rocznych albo 2-letnich na przykład. Złote, srebrne, cudne! Piękne są ale po co? Po to, żeby dziecko miało się na czym zawiesić na placu zabaw (pół biedy jak się owe cudo zerwie) czy po to, żeby mamie się podobało. No serio nie rozumiem po co takim maluchom bransoletki na kostkę i drogie łańcuszki. Zapewne wygląda to efektownie ale tylko wtedy, gdy mała księżniczka stoi i się nie rusza. Przy zabawie to jedynie zagrożenie dla jej bezpieczeństwa.
3. Pistolety, karabiny, szable dla małych chłopców- możecie mnie wziąć za wariatkę ale ja tego nie uznaje. Rozumiem jak dziecko w przedszkolu się zachwyci, bo zobaczy u kolegów (chociaż w naszej placówce nie było takich zabawek, nie można było ich przynosić ani budować z klocków niczego na wzór pistoletu). Ale po co samemu mu to kupować i uczyć?! Jasne, że nic się nie stanie jak się chłopcy pobawią w strzelankę. Chociaż dlaczego niby mają do siebie strzelać?
W każdym razie, to nie od nas rodziców powinna wychodzić inicjatywa uczenia ich tego. Czytałam różne poglądy na ten temat i jeden z nich głosi, że dzieci mają potrzebę dodawania sobie mocy więc pistolet ma w tym pomóc. No cóż... myślę, że można znaleźć co najmniej kilka innych sposobów. A w dobie nadmiernej agresji wykazywanej przez dzieci i tego co się dzieje obecnie na świecie- więcej wojen nam nie potrzeba!
4. Zostawianie dzieci "samopas"- w aucie, pod sklepem (np. w wózku- chodzi mi o dłuższy czas niż zakupienie w biegu cytryny i ukręcenie sobie karku w tym czasie, żeby jednocześnie obserwować wózek), w sklepie (bo zakupy robię więc dziecko lata w te i wewte niepilnowane)- no nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem jak można dla zrobienia zakupów- porzucić dziecko.
Więcej komentarza chyba nie trzeba.
5. Zakup czarnego wózka- nie jest to atak na żadną matkę. Po prostu nie podoba mi się czarny wózek i tyle. Wiem, że taka teraz jest moda i w zasadzie to największy hit ostatnich sezonów. Ale czarny kolor kojarzy mi się dość jednoznacznie i myślę sobie, że w czasie upałów musi być dziecku strasznie gorąco w nim. No i ponuro.









Z większością się zgadzam.
OdpowiedzUsuńOdnośnie punktu pierwszego- chciałam Młodej zrobić kolczyki...nie zrobiłam i cieszę się z tego ogromnie...łańcuszkiem albo by się udusiła...albo by go od razu zerwała- problem mamy z głowy :)Pistolet mamy w domu- ale to takie małe kłamstwo...bo nasz pistolet robi za wiertarkę:) Młoda chciała bo u sąsiadów remont...a w sklepach nie było :D Zostawianie dzieci nie wyobrażam sobie...nie popieram i nigdy takiego zachowania nie zrozumiem...nad czarnym wózkiem myślałam- lubię ten kolor...ale jak dużo słońca dostanie a my na spacerach po 3-4 godziny dziennie po 2 razy śmigałyśmy to wyblaknięty nie prezentowałby się zbyt ciekawie i mamy fioletowy :)
OdpowiedzUsuńWyblakłby na pewno ale jak dziecku w tym musi być gorąco?! Poza tym czarny to taki mało optymistyczny kolor :)
UsuńNad tym nie zastanawiałam się za bardzo...ale w sumie mi zawsze dziwili się, że w lato śmigam na czarno...w sumie nie widzę różnicy czy jestem w takim czy innym kolorze :D chyba, że to kwestia przyzwyczajenia :D
UsuńWiesz, że ja też żadnej z tych rzeczy nie rozumiem?
OdpowiedzUsuńNo to nie rozumiemy sobie razem!
UsuńOd 1 do 4 -dokładnie, 5 miałam czarno-metaliczny-kupiłam używany szukając czerwonego ;)
OdpowiedzUsuńGłęboki czy spacerówka?
UsuńO kolczykach... eh śmieszne to :D
OdpowiedzUsuńAle co? Temat czy to, że o tym napisałam :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNiee... że pisałam podobnie, że mi się to nie podoba - tj. że mamy podobne zdanie :D
Usuń