
Gdy o tym myślę, czuję ból...
Grudzień 5 lat temu. Dokładnie 13 grudnia, pięć lat temu. Rocznica wybuchu stanu wojennego- między nami również. Jeden przypadkowy telefon, dwa mało znaczące zdania i historyjka ułożyła mi się w całość. Telefon do ciebie- udajesz wariata. Kilka pytań wprost- nie wiesz jak wybrnąć. Dla mnie wszystko staje się jasne. W jednej sekundzie cię znienawidziłam, jednocześnie wyjąć z miłości i bólu. Dobrze, że stałam przy stole, przynajmniej miałam się po czym osunąć, gdy świat stanął mi przed oczami a nogi odmówiły siły. Nie wiem ile leżałam na podłodze nie mając siły się ruszyć, nie pamiętam jak długo dochodziło do mnie co się właściwie stało.
Twoje pytanie - Porozmawiamy? Zaraz przyjadę. I moja odpowiedź: - Nie chcę cię więcej widzieć, jesteś największa kanalią jaką spotkałam w życiu- dźwięczały mi w głowie przez długie tygodnie.
Twoje tłumaczenie - Przecież nigdy ci niczego nie obiecywałem. Nie kocham cię, wybacz- śniły mi się po nocach miesiącami. O ile w ogóle spałam.
Wyraz twojej twarzy i śmiejące oczy podczas ostatniego naszego spotkania, żyły we mnie kilka lat. Nie mogłam uwierzyć, że można aż tak udawać. Jednego dnia zachowywać się jak zakochany facet, a drugiego tak po prostu odejść. Nie wiedziałam, że można się tak podle zachować wobec drugiej, wydawałoby się bliskiej osoby. Tak po prostu z dnia na dzień odejść, nie pozostawiając żadnych złudzeń. Żadnych... Bez cienia nadziei na to, że to co było między nami- miało chociaż odrobinę znaczenia i prawdy w sobie. Że to co miało być między nami, było ważne. Że ten ktoś między nami- był dla ciebie kimś.
Oszukałeś mnie, uciekłeś, znalazłeś sobie inny cel, nową Ją. O mnie, o nas zapominając.
Dwa lata czekałam na twój powrót, podskakiwałam na dźwięk smsa z nadzieją, że będzie od ciebie. Drżałam na dźwięk dzwonka, nasłuchiwałam dźwięku przekręcanego klucza w zamku, wypatrywałam cię w oknie. Albo leżałam- leżałam i liczyłam plamki na suficie albo żyrandolu. Wiesz, że robią je tam muchy?! Ja nawet wiem ile ich tam jest.
Później już nie miałam czasu tyle leżeć ale nadal wypatrywałam i nasłuchiwałam. Nie zmądrzałeś.
Czasami docierają do mnie informacje, że nie patrzysz na nią tak, jak patrzyłeś na mnie. Czasami ktoś chce mnie pocieszyć i mówi, że nadal się interesujesz tym co u nas. Podobno pytałeś czy sobie ułożyłam życie, jak on wygląda, szukałeś mnie na portalach społecznościowych, pytałeś o mój numer telefonu.
Minęło 5 lat. Moje dziecko ma ojca, prawdziwego- kochającego. Ja mam wspaniałego męża, oddanego i lojalnego. Moje życie się poukładało. Nie jesteśmy już sami. Znalazł się ktoś, kto się nami zaopiekował i zrobił to, czego ty nie potrafiłeś- jest odpowiedzialny.
I nagle twoje słowa: - Mogłabyś mi wybaczyć? Chciałbym to jakoś naprawić? Mógłbym was odwiedzić? Może przyjechalibyście na święta? Chciałbym go, was zobaczyć.
..................
Modlę się o siłę do odmowy.
Nie zasługujesz na wybaczenie.
Ale są święta... a w święta chyba powinno się wybaczać...
*wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest niezamierzone i przypadkowe
*historia zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, niekoniecznie własnymi

0 komentarze:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy zostawiony komentarz! Cenię sobie zdanie czytelników, dlatego jeśli masz coś do powiedzenia- nie wahaj się :)