Historia pewnych “wydobycin” 2


O tym, że kobieta kobiecie potrafi sprawić wiele przykrości wiemy nie od dziś. Z jakiegoś bliżej nieznanego mi powodu lubimy mówić innym, że są mniej warci, gorsi, źle postępują. Uwielbiamy pouczać, wytykać błędy i umniejszać dokonania. Kiedyś takie rzeczy działy się głównie na poziomie synowa-teściowa, matka-córka, ciotka-siostrzenica/bratanica itp. Po prostu kilkanaście lat temu nie było internetu, który mógł cię pognębić. Wtedy robiła to jedynie rodzina albo najbliższe otoczenie. Teraz możliwości jest znacznie więcej i dlatego też osoby z niską (jak sądzę) samooceną, chcąc się dowartościować, biegną na fora dla matek albo inne ogólnie dostępne miejsca, by powiedzieć innym, że są od nich lepsi.

W ten oto sposób powstały mniej lub bardziej kulturalne dyskusje na temat szczepień, ubierania noworodków, podawania witamin, wyboru kosmetyków czy sposobów wychowawczych. Przecież nikt nie wie lepiej w jaki sposób powinnaś postępować ze swoim dzieckiem, jak obca baba z internetu! Czasami te dyskusje przybierają formę wręcz kosmiczną. Niejeden kabaret nie powstydziłby się wprowadzić do swoich skeczów niektórych dialogów. I tak właśnie dochodzimy do sedna czyli WYDOBYCIN! Otóż moi Drodzy, wydobyciny to nic innego jak nazwany przez jedną z takich matek poród przez cesarskie cięcie. Nie od dziś wiadomo, że jedyna słuszna forma porodu to poród naturalny i na każdym forum dla matek możecie się dowiedzieć, że jeśli sama nie wydusiłaś z siebie dziecka poprzez parcie, to poród jakby się nie odbył. Jednakże do tej pory nikt nie znalazł odpowiedniego słowa na określenie co w takim razie się wydarzyło na sali porodowej, bo mimo że nie urodziłaś dziecka, to jednak ono się pojawiło. Teraz problem ten został rozwiązany, całkiem niedawno przeczytałam w Internetach, że moje dzieci zostały wydobyte, powinny więc obchodzić wydobyciny zamiast urodzin. Ufff… nareszcie ktoś mi pomógł zrobić porządek w tym trudnym temacie.

Nie wiem jednak co na to moje dzieci, bo temat ich narodzin i tak jest dość trudny do opowiedzenia i zrozumienia. Ponieważ urodzili się w 24 tygodniu ciąży i ważyli zaledwie 700 g (jeden niecałe, drugi odrobinę ponad) poród był szybki i niezależny od mojego planu, wyboru czy oczekiwań. To było tak, że pewnej nocy odeszły mi wody, pognaliśmy więc pędem do szpitala, tam przez 3 dni próbowali zatrzymywać skurcze, co się jednak nie udało, bo jeden z synów wystawił swoją nogę do kanału rodnego i lekarze mieli kilka minut na działanie. Być może jakby dziecko ułożone było jak należy to może kazaliby mi rodzić naturalnie. Wiem, że wcześniaki tak czasami też się rodzą (koleżanka z sali tak urodziła syna w 25 tygodniu). Jednak u nas taki poród mógłby się skończyć dzieckiem wyjętym w kawałkach. Moi synowie zostali więc wydobyci, dzięki czemu uratowano ich życie. Dzisiaj piszę o tym z ironią, podśmiewując się trochę z “inteligencji” matek, które twierdzą, że jak ktoś nie przeżył bóli porodu naturalnego to nie urodził. Otóż ja miałam bóle i skurcze przez 3 dni. Podawali mi kroplówkę, która sprawiała, że całe moje ciało drżało i nie mogłam nawet sama trzymać kubka. Ale nie narzekałam. Nie mogłam wstawać. Ale nie narzekałam. Wszystko mnie bolało Ale nie narzekałam. Później nie byłam w stanie się nawet podpisać pod zgodą na nagłą cesarką. Nie miałam nawet minuty, żeby zadzwonić do męża, bo biegiem zawozili mnie na blok operacyjny. Nie pamiętam czy zemdlałam czy mnie czymś ogłuszyli ale połowę wydarzeń nie pamiętam. Jakiś przebłysk- jazda windą, drżące ręce, mówiąca mi coś po cichu anestezjolog, drażniąca moje palce klamerka sprawdzająca jakieś parametry życiowe. Później długa czarna dziura, chyba szok, przerażona mina męża i pierwsza rozmowa z neonatologiem. Mało pozytywne przeżycie to duże niedopowiedzenie. Nasze wydobyciny, jak rozumiem nazwane tak z powodu porodu gorszego gatunku, były faktycznie fatalne. Tak samo jak moje samopoczucie tuż po.

Pewnie nie wszyscy to wiedzą ale niektóre kobiety miewają po znieczuleniu bóle głowy. Ale nie takie bóle, że weźmiesz paracetamol i przechodzi. Ja mówię o takim bólu, że mdlejesz z jego powodu, nie jesteś w stanie podnieść głowy i samodzielnie funkcjonować. Takim, który mimo najsilniejszych kroplówek, wcale nie mija. Ja go miałam. Wyobraźcie więc sobie, że z powodu tej wygody wydobycin i dlatego, że nie chciało mi się rodzić naturalnie (podobno matki rodzące przez cc właśnie takie są- leniwe, wygodne i niegodne bycia matkami), przez trzy dni nie byłam w stanie pionizować głowy! Niemożliwe? Też mi się tak wydawało! Później oczywiście również z tej wygody miałam problemy z blizną, zrosty na macicy (w środku, nie na zewnątrz brzucha) przez co do dzisiaj odczuwam lekkie ciągnięcie, gdy zbyt intensywnie ćwiczę. Dlatego też mówię wam, matki oceniające, weźcie się odczepcie i zajmijcie swoimi brzuchami, dziećmi, rozstępami czy naciętymi kroczami.

Dziecko, niezależnie od tego w jaki sposób przyszło na świat- czy był to poród naturalny, cesarskie cięcie na życzenie czy ze wskazania, urodzone w szpitalu państwowym, prywatnej klinice czy w domu, to pełnowartościowy człowiek. A osoba, która je urodziła to matka przez duże M! Wybór sposobu i miejsca porodu to indywidualna decyzja pacjenta i lekarza, to takie samo prawo do decydowania i rozważania jak każda inna rzecz dotycząca dziecka. I nic nam do tego czy Kowalska miała cesarkę, bo chciała czy dlatego, że musiała. Jeśli ty masz chęć to możesz urodzić siódemkę dzieci, siłami natury, bez znieczulenia, nawet w lesie! Byleby nie zaszkodzić zdrowiu dziecka. Ale brzuch obcej kobiety nie jest twoją sprawą. Chociażby dlatego, że możesz kogoś skrzywdzić, wyrażając takie opinię!

Chcesz dodatkowego potwierdzenia? Moje pierwsze dziecko było bardzo chore. Miało wadę serca i nie było możliwości, żeby urodziło się naturalnie. Poród zagrażał życiu. Musiałam więc mieć cesarkę (dobrze rozumujesz, miałam dwa cesarskie cięcia). Nie był to mój wybór. Niestety mój syn zmarł, bo wada serca była zbyt duża. Ale dolegliwości i ograniczenia po cesarskim cięciu ze mną zostały. Nie miałam dziecka ale miałam bliznę. Miałam też ciągnącą mnie przy każdym ruchu ranę i zakaz planowania kolejnych dzieci przez 2 lata. Rozumiesz sytuację?

Następnym razem zanim powiesz komuś, że jego dziecko jest mniej warte, bo zostało wydobyte i nie powinno obchodzić urodzin tylko wydobyciny, to się najpierw zastanów a później najlepiej ugryź w język.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Historia pewnych “wydobycin”

  • Magda

    Ehh, głupie ludzie☺ ja sie bardzo cieszę, że moge obchodzić wydobyciny. Gdyby nie cc pewnie byśmy i ja i mój syn od 7 lat kwiatki od spodu wąchali. A tak w maju będziemy obchodzić siódme wydobyciny starszego a w listopadzie czwarte młodszego (i tu uwaga, UWAGA – cesarka planowana!!!).

    • cathi

      Co jest okropne, słuchać poniżania przez inne matki na temat sposobu rodzenia czy nawet przyjścia dziecka na świat. Nie mogę pojąć skąd takie opinie sie biorą. Uważam ze w większej mierze cc nie jest naszym wyborem tylko ratowaniem ludzkiego życia- noworodka lub/i mamy, a nie fanaberią. Wydobyciny? Skąd to sie wzięło? Jestem w 4 ciąży rodziłam sn i niczego bardziej sie nie boje jak cc. Ale tylko z powodu rekonwalescencji, ale czy bede o tym decydować w jaki sposób urodzę? Raczej nie. Uważam ze dla nas najważniejsze jest to żeby pomimo sposobu urodzienia sie maluszka było przede wszystkim ZDROWE. Pozdrawiam wszystkie mamusie 😊